Odlot

Erwin

Pofolgować sobie i wyłaczyć


Amela śp.


jestem jak wierzba, wiecznie płacząca

"Wykroje z życia", rysunek na wykroju, cienkopis, nić, ogień

Fair play?

dalmatyńczyk pesymista

Pan da negatyw!

Tylko kos ma żółty nos, czyli małe z impetem, satyrykon 2013?

Cień szansy na aureolę

Cień skrzydła

Cień schronienia












































































































































































































































szki4



niedziela, 4 maja 2008

Ja+Wy=Ono

JA + WY = ONO

W wakacje .latem 2003 roku weszłam na strych w moim rodzinnym domu. Strych przepastny ,zagracony jak każdy prawdziwy strych kryjący w swoim wnętrzu przedmioty niepotrzebne ,zepsute, zapomniane a jednak nie do końca skoro wciąż istniejące w takiej bliskości człowieka. Moje wędrówki strychowe powtarzały się i powtarzają nieustannie co jakiś czas a związane jest to zazwyczaj z pewnym stanem, który mogłabym określić mianem porządkowania wspomnień . Zostałam w dużej mierze wychowana przez moją babcię i ona właśnie wpoiła mi szacunek do wszystkiego z czym się spotykam, do osób ale także do rzeczy. Odkąd pamiętam babcia Helena nie pozwalała nigdy niczego wyrzucać mówiąc: zobaczysz to się kiedyś jeszcze do czegoś przyda. Tym sposobem strych naszego dość dużego domu obrósł przez lata w rzeczy z których kiedyś korzystaliśmy a które z czasem przestały mieć znaczenie. Z perspektywy czasu uważam ,że babcia miała rację. Ludzie istnieją poprzez rzeczy. W ich „egzystencji” ukrywają się cienie ich użytkowników. W kawałku materiału pozostaje coś ,dzięki czemu możemy o nim pamiętać. Drugą rzeczą, której nauczyła mnie babcia jest szycie. Maszyna do szycia z której nadal korzystam jest prezentem od mojej babci. Stara niemiecka maszyna Doxa z napędem nożnym, której stukot wypełnia od czasu do czasu przestrzeń naszego domu. Pierwszymi rzeczami jakie szyłam, jeszcze pod bacznym okiem babci Heleny były ubranka dla lalek, poszewki na poduszki, narzuty na łóżko potem torebki i najprostsze części garderoby jak spódnice z dwóch prostokątów .W procesualności odnalazłam sacrum, sacrum wynikające z misterium działań codziennych. Szycie stało się dla mnie w najbardziej burzliwych okresach mojego życia formą wyciszenia, uspokojenia, podobnie jak dla niektórych ćwiczenie jogi, a wszystko, co nas pochłania w stu procentach w danym momencie jest jogom. Latem 2003 na strychu natknęłam się na pudełko z moimi starymi lalkami z okresu dzieciństwa. Było to dokładnie dziesięć lalek różnej wielkości ale każda z lalek miała mrugające oczy. Pierwsza myśl jaka zrodziła się w mojej głowie kiedy natknęłam się na nie była myśl, żeby w końcu po tylu latach już jako większa dziewczynka móc zobaczyć do środka ich głów jak też wygląda ten tajemniczy mechanizm powodujący mruganie ich oczu. Mechanizm okazał się bardzo prostym pojemniczkiem z przyczepionym z jednej strony krążkiem imitującym tęczówkę ze źrenicą obciążonym małym ciężarkiem, który pod wpływem sił grawitacji powoduje przechylanie się powieki, imitując w uproszczeniu mruganie ludzkiego oka. Po całym zajściu z rozczłonkowaniem moich lalek w dłoni zostały mi małe mrugające oczy, które postanowiłam wykorzystać. Uszyłam wtedy pierwsze małe stworzenia z mrugającymi oczami z moich lalek a przedstawiały moich znajomych : Pawła, Krysię, Marka, Madę, Grzegorza, Monikę, Bartosza, Tomka ,Marzenę i Olgę. Pisząc ten tekst zwierzęcych materiałowych portretów moich bliższych i dalszych znajomych jest w sumie już dziewięćdziesiąt osiem. Kolejne wykorzystane oczy pochodzą z lalek, które zaczęłam dostawać od osób, które poznały moje pluszowe portrety. Tym sposobem przez moje ręce przewinęła się prawie setna liczba starych lalek, lalek zapomnianych i specjalnie dla mnie odszukanych w zakamarkach mieszkań, lalek uszkodzonych które miały trafić na śmietnik, lalek kupionych za parę groszy w sklepach z używaną odzieżą czy na targowisku gdzie ludzie wyprzedają wszystko co można a co nie jest niezbędne do życia na które ich nie stać .Materiały z których szyję również nie są nowe, kupione w sklepie a pochodzą najczęściej ze starych ciuchów moich i mojej rodziny. Szycie jest dla mnie niezwykle ważne i powiązane z przeszłością, zarówno ze względu na fakt, że szycie kojarzy mi się z moim dzieciństwem kiedy to babcia pokazała mi tekstylny świat i jego różnorodne możliwości jak i ze względu na materiał z którego korzystam szyjąc moje prace, materiał, który zawsze jest najpierw tą konkretną rzeczą, zapamiętaną fakturą, nośnikiem wspomnień. Chciałabym nadać pracy z tkaninom nowego znaczenia. W pracy tej ważny jest dla mnie szczególnie bezpośredni kontakt z materiałem, który nie jest przypadkowy. Korzystając z konkretnego osobistego materiału-budulca tematem , który łączy wszystkie wykonane prace staje się pamięć, wspomnienia z dzieciństwa jako archetypiczne znaki. Uważam, że nasza wrażliwość w dużej mierze pochodzi z dziecięcej recepcji rzeczywistości. Niestety żyjemy obecnie w świecie w którym brakuje czasu na zatrzymanie, kontemplację a przecież czasem trzeba nawet cofnąć się by móc wrócić do pewnych aspektów z którymi nie do końca mamy wyjaśnioną sytuację. Nasze otoczenie jest bardzo zatłoczone, naszemu ciału brak nie zakłóconego wpływami z zewnątrz obcowania z samym sobą. Tworzenie kolejnych materiałowych portretów staje się dla mnie sposobem oswajania świata, metaforą poszukiwania prywatności w przestrzeni publicznej. Z drugiej jednak strony fakt, że szyte maskotki nie są czystą fantazją a konkretnym ( dla mnie) nawiązaniem do poszczególnych znajomych mi osób sprawia, że sam proces tworzenia wyklucza dla mnie dystans, nie izoluję się od ludzi, wręcz przeciwnie czasem czuję jakbym kogoś dotykała bądź obserwowała zza drzwi. Nasza tożsamość jest zmienna, płynna, w nieustannym procesie konstruowania się. Judith Butler nazwała to negocjowaniem tożsamości, co oznacza, że prawie nie możliwe jest byśmy mogli do końca się określić, proces definiowania naszej tożsamości jest ciągły. Myślę, że praca związana z portretowaniem czy autoportretowaniem się artysty jest poniekąd wyrazem uświadamiania sobie faktu owego ciągłego konstytuowania się naszego „ja”. Twarz zawsze posiada własną ekspresję, na niej odbijają się wszystkie przeżycia i doznania jej właściciela. W mojej pracy JA+WY=ONO nie chodzi mi o oddanie fizycznego podobieństwa, wydaje mi się nawet, że biorąc pod uwagę rodzaj materiału byłoby to bardzo trudne. Czasami wymuszona deformacja wynikająca z konkretnego medium, eliminowanie detali prowadzi do zatarcia szczegółów skutkiem czego portrety te dla oglądających je ludzi przestają być wizerunkami modeli, a stają się mikroświatem zbudowanym w imię autoanalizy, odwołującej się czasem do budzącej gorzki uśmiech groteski. W ten sposób powstałe portrety w efekcie przenikania się lub fragmentaryzacji wizerunków są efektem działania rozpoczynającego się od zdemaskowania, zdjęcia konwencjonalnej pozy wygodnej dla portretowanej osoby, ale również dla obserwatora. Czasem oszukujemy samych siebie w imię przyzwyczajenia czy wygodnictwa postrzegając inne osoby przez pryzmat własnego, często stereotypowego myślenia o nich .

1 komentarz:

Will pisze...

Na naszym strychu tyle rzeczy ciagle czeka, co jakis czas cos znosze, ale potem wiekszosc trzeba odniesc bo jeszcze niedojrzala..
jeszcze troszke poczeka i bedzie Wielka. A kiedy juz musze cos przerobic bo nadszedl ten czas, moja mama to komentuje: 'dobre
rzeczy marnuja'.
bardzo ciesze sie ze Cie dzis poznalam, pozdrawiam





O mnie

Moje zdjęcie
Bielsko-Biała, Silesia, Poland
Jestem absolwentką Instytutu Sztuki w Cieszynie (2005) i adiunktką (doktorat 2013) w macierzystej uczelni (habilitacja 2020). Od 2017 roku prowadzę autorską Pracownię Działań Unikatowych oprócz zajęć w Pracowni Rysunku. Ekspresja poprzez twórczość pomaga mi dotrzeć do tego, co jest w głębi mnie i co mnie kształtuje. Moje artystyczne ingerencje pojawiają się tam, gdzie redefiniowane relacje pomiędzy naturą i kulturą, tym, co wrodzone, a tym, co nabyte i wpojone. Tworzę prace w obrębie szeroko pojętej tkaniny eksperymentalnej, obiektu i rysunku. Moje twórcze poszukiwania ogniskuję na najbliższe mi otoczenie, przedmioty potoczne, praktyki codzienne dzięki którym projektuję własny sentyment odkrywając mikrosensy i bezsensy mojego otoczenia. Jestem fascynatką recyklizacji w sztuce i kolekcjonerką dziwności. Pracuję w oparciu o przedmioty znalezione i materiały codziennego użytku, fotografie analogowe oraz cyfrowe.